Nagrody:

Zajdel:
A kochał ją, że strach (1998)
Żmijowa harfa (2000)
Wody głębokie jak niebo (2004)

oraz nominacje:
Zbójecki gościniec (1999)
Kot Wiedźmy (2002)
Życzenie (2002)
Róże dla Sirocco (2003)
Zaćmienie serca (2003)
Śmierć czarnoksiężnika (2005)
Plewy na wietrze (2006)
Ulica (2007)
Ziemia niczyja (2008)
Letni deszcz. Sztylet (2009)

Żuławski:
"Ziemia niczyja" - srebrne wyróżnienie (2009)

oraz nominacje:
"Chwała ogrodów" (2009)
"Letni deszcz. Sztylet" (2010)



































































































































































































































































































Esensja:

Esensja: Jak to jest - otrzymać najbardziej prestiżową nagrodę fantastyczną za debiut? Czy to aby nie demobilizuje?

Anna Brzezińska: Raczej nie demobilizuje, ale dziwi. Myślę, że mógł się o tym przekonać każdy, kto widział moją twarz podczas wręczania nagrody im. Janusza Zajdla. Jeszcze w momencie ogłaszania nominacji nie do końca zdawałam sobie sprawę z rangi nagrody. Nie wiedziałam również dokładnie, jaki zasięg ma Magia i Miecz; nie uświadamiałam sobie, jak szerokie audytorium ma to pismo. Poza tym nigdy nie traktowałam swoich opowiadań szczególnie poważnie. I "A kochał ją że strach" zostało opublikowane przez przypadek, głównie dlatego, że pokazałam tekst Ani Kubik z wydawnictwa SuperNowa, której się spodobał, a potem wszystko potoczyło się poza mną.

Czytaj dalej

Valkiria — Flint

F: Jak powstawały "Opowieści z Wilżyńskiej Doliny"?

AB: Napisałam trzy opowiadania o Babuni Jagódce, wrednej, zgryźliwej wioskowej wiedźmie. Wydawało mi się, że to koniec, ale rok temu poproszono mnie o tekst na cele charytatywne, na schronisko dla zwierząt. Akurat przygarnęliśmy naszego trzeciego kota, więc opowiadanie pisałam przy akompaniamencie wściekłych syków i charkotów, dobywających się z kanapy, w której schował się nasz nowy nabytek, momentalnie ochrzczony Potworem. Po "Kocie Wiedźmy" opowiadania zaczęły się układać w fabularną całość, zarysowały się pewne historie, które wypadało dokończyć. Zaczęłam je więc kończyć i całość urosła do pokaźnego tomiku, w którym kreślę historię pewnej osady i kilku moich ulubionych postaci - wioskowego głupka, pięknej młynarzówny, wiedźmy, ladacznicy, gromady zbójców. Zresztą bawiłam się świetnie przy pisaniu, bo to są lekkie, ironiczne, gorzko-śmieszne teksty, bardzo odległe od tradycji heroicznego fantasy.

Czytaj dalej

Avatarae — Tomasz Kleta

TK: Anna Brzezińska, nagradzana pisarka, niezwykle popularna, dostrzeżona w szerszym światku, o czym niech świadczy chociażby opowiadanie zamieszczone w świątecznym wydaniu Newsweeka; wreszcie wydawca. Jaki będzie następny krok. Czy możemy się spodziewać Twojego nowego oblicza czy też będziesz chciała skoncentrować się na pisaniu i wydawnictwie?

AB: Nie mam pojęcia. Nie będę się zastrzegać, bo kilka razy już mi się wydawało, że mam dokładnie zaplanowaną przyszłość, a to nagle wszystko się zmieniało jak w kalejdoskopie. Pewne są tylko dwie rzeczy - moja rodzina i pisanie. Reszta zależy od okoliczności, nauczyłam się do nich dostosowywać.

czytaj dalej

kultura.org.pl — Magdalena Walusiak

Opowieści z Wilżyńskiej Doliny czyta się łatwo, szybko i z ogromną przyjemnością. Jak to się stało, że w pani pierwszej powieści - Zbójeckim gościńcu - narracja jest, że tak powiem, po zbóju?

Początkowo była to zupełnie inna powieść, oparta w dużym stopniu na matematyce. Występował w niej system jedenastkowy. Walka między ludźmi i bogami przekładała się na walkę pomiędzy dwoma systemami arytmetycznymi: ludzkim dziesiątkowym, opartym na dziesięciu palcach, i boskim - jedenastkowym, opartym na jedenastu palcach. Cały ten świat miał być oparty na liczbach, a emancypacja ludzi spod władzy bogów miała być również emancypacją przekładającą się na sposoby liczenia. Jednocześnie w liczbach miała być bardzo łatwo rozpoznawalna struktura wszechświata. Kombinowałam to sobie na jakichś algorytmach w systemach jedenastkowych, a potem wydawca powiedział, że absolutnie nikt tego nie zrozumie. Skoro tak strasznie się upieram, żeby to nie był system dziesiętny, to na upartego mogą być jeszcze tuziny, które już zakorzeniły się w naszej kulturze od Babilonu - nie ma sprawy, wszyscy to zrozumieją. Skutek był taki, że bardzo dużo rzeczy musiało wypaść z powieści. Wciąż się z tym do końca nie pogodziłam. Na to wszystko nałożyła się później szkatułkowa koncepcja narracji. Nie chciałam napisać klasycznej, prostej powieści drogi. Poza tym to nie jest książka dla nastolatków. Nastolatki bardzo się burzą - siadają do Zbójeckiego gościńca z oczekiwaniem, że będzie prosta, linearna narracja, przewidywalni główni bohaterowie, jakieś dziecię, które w trakcie wędrówki wspaniale dorośnie, a tymczasem okazuje się, że - ups - tego nie ma.

czytaj dalej

Wodnica Blog — przedruk z "Empik News"

Co się dzieje z Letnim deszczem, ostatnim tomem trylogii o zbóju Twardokęsku? Pierwszy tom, Zbójecki gościniec, ukazał się w 1999 r., rok później została wydana Żmijowa harfa, a końca na razie nie widać.

Pracuję nad tą trylogią od ponad pięciu lat. W tym czasie bardzo się zmieniłam. Inaczej postrzegam wiele rzeczy, inaczej myślę też o literaturze. W ubiegłym roku napisałam ponad połowę Letniego deszczu i nagle zdałam sobie sprawę, że z konwencji powieści łotrzykowskiej przesuwam się w kierunku psychologicznej powieści historycznej, a tego cyklu nie mogę w ten sposób zakończyć. Dlatego musiałam odłożyć pracę na kilka miesięcy i pogodzić się z tym, że bardzo dużo tekstu pójdzie do kosza. Teraz piszę spokojnie powieść łotrzykowską o zbóju Twardokęsku. A w międzyczasie wydałam Opowieści z Wilżyńskiej Doliny.

czytaj dalej

Fahrenheit

FC: Jednym z wyznaczników fantasy jest magia. Tymczasem w świecie Krain Wewnętrznego Morza magia sączy się maleńkim strumyczkiem, a jej beneficjanci nie panują ani nad własnym losem, ani nad samą magią.

AB: Zawsze śmieszyły mnie kreacje światów fantasy z wszechmocnymi czarodziejami, którzy jakimś sposobem całe życie i wszelkie umiejętności poświęcali służbie państwu. Cóż, może jestem posępnym malkontentem, ale moim zdaniem zawsze prędzej czy później znalazłoby się zgniłe jabłko – a najpewniej cały tuzin – które postanowiłoby, że jednak z tą służbą dla wspólnego dobra to nie należy przesadzać, a wszelkie akcje charytatywne trzeba zacząć od własnej osoby. Słowem, jeśli w świecie ma panować jakakolwiek równowaga i nie mają nim władać czarodzieje, magia musi zostać ograniczona czymś poważniejszym niż moralne skrupuły rzeczonych czarodziejów.

czytaj dalej

o2.pl Doza Kultury — Błażej Szydzisz

Ania Brzezińska ma mnóstwo planów. — Najpierw skończę ze zbójem, bo dotrzymuje mi towarzystwa już od ładnych paru lat i czas się rozstać. Później chciałabym napisać powieść o starzejącym się magu — kimś podobnym do wielkich renesansowych magów, którzy próbowali przyzywać demony, aby wyjawiły im tajemnice wszechświata, w świecie, gdzie naprawdę istnieją demony. Od kilku lat chodzi też za mną historia wielkiej antycznej wyprawy greckich najemników, którzy mieli osadzić na tronie perskiego pretendenta do tronu, a po jego śmierci przebijali się na powrót do Grecji przez olbrzymie, baśniowe imperium. A jeszcze później może napiszę baśniową historię powstania listopadowego. Planów jest mnóstwo.

czytaj dalej

Katedra — Mateusz „Achmed” Wodyk

K: Podobnie jak Andrzej Sapkowski wzięłaś udział w akcji wspierania Nagrody im. Janusza A. Zajdla, oferując zwycięzcy specjalnej aukcji internetowej miejsce w swojej powieści. Inicjatywa odbiła się szerokim echem, więc wiele osób jest z pewnością ciekawych, co z realizacją tego przedsięwzięcia. Czy już w „Plewach” znalazło się miejsce dla postaci, której pierwowzór wylicytował sobie ten przywilej? A jeśli tak, to czy eksperyment się udał? I czy obyło się bez nieoczekiwanych perturbacji?

AB: Tak, w „Plewach” jest postać, która została nazwana zgodnie z rzeczywistym pierwowzorem. Nie wiem, czy pierwowzór będzie zadowolony, ale ja tę postać bardzo lubię.

K: Zdradzisz, co to za bohater(ka)? Potraktowałaś tę postać jakoś specjalnie, dałaś taryfę ulgową?

AB: Powiedzmy, że moja dyskrecja jest dodatkowym bonusem dla zwycięzcy tamtej aukcji. To ciekawa postać i naprawdę ją lubię, ale nie jest moją rolą łączenie jej z konkretną osobą. O taryfie ulgowej nie może być mowy, bo postać nie powstała na życzenie, jej pomysł pojawił się wcześniej, zanim w myśl warunków aukcji umieściłam w książce nick pewnej osoby. Mam poniekąd wrażenie, że wiele osób nieco opacznie interpretuje ten pomysł z aukcją. To nie jest tak, że umieszczam w książce kogoś łącznie z pieskiem Ciapkiem, niechęcią do zielonego groszku i aparatem ortodontycznym na zębach. Postać pozostaje fikcją literacką, po prostu jest nazwana zgodnie z warunkami aukcji.

czytaj dalej

Wrota Wyobraźni — Michał „Eldarion” Skerczyński i Grzegorz „Ghost” Kamiński

Wrota Wyobraźni: „Plewy na wietrze” to pierwsza część sagi Przygody Twardokęska. Jednak podczas czytania można odnieść wrażenie, że Twardokęsek jest tylko jednym z głównych bohaterów i nie tak znaczącym jak np. Koźlarz czy Szarka. Czemu akurat Twardokęsek?

Anna Brzezińska: Oczywiście każdą historię można opowiedzieć z bardzo wielu punktów widzenia, ale mnie akurat najbardziej interesował zbój Twardokęsek. Jeśli historię snuje osobnik w sumie dość nikczemny, samolubny, nie stroniący od mordów, gwałtów i grabieży, od razu ustawia książkę daleko od klasycznej fantasy heroicznej, gdzie rycerz bez skazy walczy z wielkim złem, zagrażającym istnieniu jego świata.

czytaj dalej

Katedra — Mateusz „Achmed” Wodyk i Tymoteusz „Shadowmage” Wronka

K: Jaką przyjęliście formę współpracy? Raz jedno, raz drugie pisze fragment — i tak na zmianę — czy może nieco inaczej u Was to wygląda?

GW: Wątki i postacie wymyślaliśmy wspólnie, dlatego niejako w sposób naturalny tak też zabraliśmy się do pisania.

AB: Mamy taki rytm życia rodzinnego, że pisaliśmy kolejne epizody na przemian — Greg raczej wieczorami, a ja za dnia. Rano sprawdzałam, w jakim miejscu stanęła historia i ciągnęłam ją dalej, chyba że było oczywiste, że któryś z epizodów Greg napisze lepiej — wówczas bez problemów przechodziłam do następnego.

czytaj dalej

Poltergeist — Jakub Ćwiek

JĆ: Przyznam, że pełen pychy podjąłem się wyszukiwania, które fragmenty są czyje, ale nie widząc śladu szwów darowałem sobie z poczuciem porażki. Rozumiem, że w grę wchodził jeszcze redaktor, ale mimo wszystko — jak udało się Wam sprawić, że tych różnic między poszczególnymi scenami nie widać? I mówię nie tylko o warstwie językowej, ale i samym podejściu, rozłożeniu akcentów... Czyżbyście tym samym obalali mit o różnicy między literaturą „kobiecą” a „męską”?

AB: Nie, no, obalać nic mi się za bardzo nie chciało, ale zwierzę Ci się w tajemnicy, że organ, który wykonuje podstawową pracę przy wymyślaniu historii, nie należy do pierwszo-, drugo- czy trzeciorzędowych cech płciowych. :)

GW: Sporo czasu poświęciliśmy na opowiadanie sobie o Australijczykach, wojnie i średniowiecznym Ile-de-France, w ten sposób przepracowując poniekąd przebieg całych fragmentów. Siłą rzeczy mieliśmy zbliżone podejście do postaci, scenografii i wydarzeń, co w tekście zaprocentowało. Zdarzało się, że zostawialiśmy jedno drugiemu luki między fragmentami tekstu — to drugie widziało wyraźnie co, gdzie i w jakie otoczenie ma zostać wstawione. Poszło łatwo.

czytaj dalej

Poltergeist — Jakub Ćwiek

JĆ: „Wielka wojna” jest zapowiedziana jako trylogia. Na początek dostaliśmy pastisz słynnych na cały świat historyjek werbunkowych, jakimi weterani raczyli żądnych przygód młokosów, by ci zaciągnęli się do służby. Wiemy już, że później, w „Na ziemi niczyjej” nie będzie tak wesoło. Czyli, póki co, jak na prawdziwej wojnie, im głębiej tym mniej przygody, a więcej strachu i tragedii — takie jest założenie cyklu...

GW: Tak to właśnie zaplanowaliśmy, przejście od lekkiej opowiastki w obszary, gdzie nikomu nie jest już tak wesoło. Obok waloru zmiany stylu, spojrzenia na opowiadaną historię czy nastroju, czytelnik dostanie też obraz dwóch stron tej samej monety — wesołej wojenki, o której zwykle w czasie bezpiecznego dzieciństwa nabywa się płytkiego i lekkiego wyobrażenia, oraz wojny odbieranej nie tak bezpośrednio, ale za to na poziomie bardziej osobistym, w małych, okrutnych wycinkach i bez szansy na jej szerszą analizę czy syntezę, która dałaby szybką odpowiedź na pytanie „Czy warto było?”. Ten kontrast powinien do odbiorcy przemawiać znacznie silniej.

AB: Dodam tylko, że trzeci tom jest z założenia jeszcze inny, bo traktuje o losach Polaków na przełomie XIX i XX wieku. Szkielet tego tekstu jest taki, że podczas jednego z rajdów na teren belgijskiego Kongo, jeden z oddziałów armii podpułkownika Lettov-Vorbecka, składający się ze zwartej grupy zdyscyplinowanych askarisów pod niemieckim dowództwem natrafia na zamek, jakby żywcem przeniesiony do serca Czarnej Afryki ze średniowiecznej miniatury. Dowiadują się, że wzniósł go „polski baron”, zesłaniec, który uciekł z Syberii i z namowy króla Leopolda osiedlił się na tym terytorium. A potem na jaw wychodzą kolejne tajemnice :)

czytaj dalej

eClicto — blog

Blog eClicto: Nie boi się Pani, że Pani utwory natychmiast zostaną spiratowane?

Anna Brzezinska: Moje teksty i tak są nielegalnie dostępne w sieci. Podchodzę do tego dość spokojnie. Po pierwsze nie mam większego wpływu na dzieciaka, który zeskanuje książkę i w poczuciu triumfu wrzuci ją do sieci, a nie wyobrażam sobie, że spędzę resztę życia, tropiąc własne książki w sieci, bo jednak znacznie większą przyjemność sprawia mi ich pisanie. Po drugie — istnienie złodziei samochodów nie zniechęca mnie do posiadania własnego. Po prostu są ludzie uczciwi i nieuczciwi i chciałabym tym pierwszym umożliwić legalne posiadanie książki w wersji elektronicznej, bo od pewnego czasu coraz częściej dobiegały mnie głosy, że wielu ludzi chce taką książkę kupić.

czytaj dalej

Gildia — Katarzyna „Kiriana” Suś

KS: Mnie osobiście najbardziej do gustu przypadła ta wiedźma z samiusieńkiego początku, którą poili tą dziwną wodą, a jaką Ty postać kobiecą cenisz najbardziej?

AB: Nie myślę w ten sposób. Nie umiem nawet powiedzieć, która z nich jest najbardziej udana, najpełniejsza, najbardziej sugestywna. Na pewno łatwiej opisuje się postaci o psychice w miarę nowożytnej, na przykład Złociszkę, bo jej motywacje są dosyć współczesne, jest bezwzględna, zachłanna i pełna energii, chce wszystkiego, co może jej oferować świat i nie martwi się kosztami. Trudniej stworzyć wiarygodne postaci osadzone w świecie zupełnie innych wartości, np. mniszki, dla których główną motywacją jest wyrzeczenie i umartwienie, czy starą Zwajkę, która stoi na straży honoru rodu i posyła kolejnych synów i wnuków na śmierć. Ale to też jest fascynujące, bo pozwala dotknąć czegoś innego, wykroczyć poza codzienne doświadczenie.

czytaj dalej

Poltergeist — Wit Szostak

Wit Szostak: Aniu, skończyłaś cykl o Twardokęsku. Czujesz, że pożegnałaś się z tym światem? Że powiedziałaś w nim ostatnie słowo?

Anna Brzezińska: Cóż, opowieść jest zamknięta i czuję, że wreszcie się od niej uwolniłam. Oczywiście historia nigdy się nie kończy i tutaj również doprowadzam ją jedynie do pewnego węzła wydarzeń, nie wszystkie zagadki zostają odsłonięte. Może dlatego podgryza mnie czasami pokusa, żeby napisać jeszcze krótki tekst — apokryf, ale już nie w formie powieści czy opowiadania, ale dokumentu, świadectwa o ostatnich chwilach świątobliwej osoby, złożonego przez jej spowiednika. Ale to byłby już apokryf, ze wszystkimi tego implikacjami, więc jego związek z historią opowiedzianą w Sadze pozostawałby nieoczywisty.

czytaj dalej