Inne wydania:

Nagrody:

›› nagroda im. J. Zajdla (2000)

Recenzje:

›› Esensja - Eryk Remiezowicz
›› Katedra - Mateusz Wodyk

Strona:

Wideo:

















Żmijowa harfa

ISBN: 978-83-89595-31-7
Wydawnictwo: Runa
Liczba stron: 528
Wymiary: 125×185 mm
Okładka: miękka
Ilustracja na okładce: Dagmara Matuszak
Data: 2 kwietnia 2007 r.
Miejsce wydania: Warszawa
Cena det.: 34,50 zł

Bliżej
W Spichrzy, najpiękniejszym mieście Krain Wewnętrznego Morza, nadchodzi czas karnawału. Zbójca Twardokęsek, sterany po włóczędze przez Góry Żmijowe i starciu ze szczurakami, liczy, że wreszcie wypocznie, posili się na koszt księcia i nażłopie wina, którym wypełniono tego dnia miejskie sadzawki. Niestety, także tutaj doszła wieść o łajdactwach herszta z Przełęczy Zdechłej Krowy i książę nałożył na jego głowę sowitą nagrodę. Zbójca wraz z jaśminową wiedźmą trafia w ręce Powroźników, osławionych spichrzańskich katów i sam władca zamierza zadbać, aby jak najszybciej wyprawić Twardokęska na szubienicę.

Tymczasem Szarka, niepomna na los kompana, ugania się po mieście w poszukiwaniu Koźlarza, a na ulicach i w zaułkach Spichrzy narasta świąteczny zamęt. Mieszkańcy, przerażeni wieściami o rzezi, zgotowanej przez szczuraków okolicznym miasteczkom, topią strach w winie i zabawa staje się coraz bardziej rozbuchana. Tumult wkrótce przeradza się w krwawą ludową rewoltę, która może zagrozić losom miasta. Co gorsza w wieży Śniącego Zarzyczka wypowiada życzenie, budząc przepowiednię i bezpowrotnie zmieniając losy Szarki, Koźlarza, jaśminowej wiedźmy i zbójcy Twardokęska.

Fragmenty

Fragment 1
O poranku owego dnia, który miano później nazwać Krwawym Spichrzańskim Karnawałem, jaśminowa wiedźma pojęła wreszcie ogrom swego nieszczęścia. Siedziała na stołku, bardzo łysa i bardzo rozżalona, i puchła od płaczu.
— Niczym owcę mię postrzygli — lamentowała. — Niby barana. Tutaj święto najznamienitsze we wszelkich Krainach Wewnętrznego Morza, a jak ja się ludziom na oczy pokażę? Taka oszpecona?
Ot, nieszczęście z babami, pomyślał Twardokęsek. Wczoraj leżała na szrobie, na stos ją wieść mieli, a teraz nie dość, że z wieży wyszła, jeszcze karnawału się jej zachciewa.

czytaj dalej

Fragment 2
Wołwa zaskowytała. Szarpnęła się na łańcuchu, odrzuciła w tył głowę i zastygła. Z jej ust wciąż płynęła ciemna strużka krwi, w gardle dogasało rzężenie, ale oczy miała już stężałe. Martwe, szklane oczy ryby.
Stara kobieta z wysiłkiem uniosła się na stercie poduszek. Mrok w pęknięciu kopuły szarzał dopiero z wolna, lecz wiedziała, że daleko na południu lada chwila rozpocznie się spichrzański karnawał, zwieńczenie Żarów, najwspanialszego ze świąt Krain Wewnętrznego Morza.
— Wynieście ją! — rozkazała ze złością. — Nie gapcie się tak, nie stójcie. Inne też zabierzcie! — pokazała szereg ciemnych kształtów, bezwładnie zwalonych pod ścianami komnaty. — Nie obawiajcie się, już nie ugryzą, ze szczętem zęby potraciły.

czytaj dalej